Effektenkammer – historia odnalezionych tabliczek z numerami więźniów KL Stutthof

Tabliczki z numerami więźniów KL Stutthof z worków depozytowych

W okalającym Muzeum Stutthof lesie podczas prowadzonych obecnie prac archeologicznych zostały odnalezione metalowe tabliczki z numerami więźniów KL Stutthof. Kilkadziesiąt tabliczek znalezionych podczas prowadzonych wcześniejszych prac remontowych znajduje się już w zbiorach Muzeum Stutthof. W pobliżu miejsca wykopywanych przedmiotów w czasie funkcjonowania KL Stutthof znajdowały się magazyny rzeczy odbieranych więźniom [Effektenkammer]. W magazynach tych pracował jeden z więźniów, Bronisław Tuszkowski: W Effektenkammer pracowałem od zimy 1943 roku, do końca, tzn. jeszcze na początku 1945 roku. Effektenkammer w tym czasie zajmowała dwa bloki w rzędzie dziesięciu baraków żydowskich od strony północnej za nowym obozem. Ten rząd baraków był oddzielony od nowego obozu ogrodzeniem z drutu kolczastego. […] Wszyscy więźniowie w Effektenkammer wykonywali mniej więcej tę samą pracę. Praca polegała na przejmowaniu rzeczy po więźniach przybywających do obozu i następnie na segregowaniu tych rzeczy i wypisywaniu kartotek z nazwiskiem, numerem, wyszczególnieniem rzeczy, należących do danego więźnia, a następnie składało się te rzeczy w magazynach Effektenkammer. […] Kiedy przychodził nowy transport więźniów, byli oni zaraz kierowani do Entlaussung [odwszawialnia]. Wchodzili tam nago, zostawiając swoje rzeczy na zewnątrz baraku. Wtedy my przed Entlaussung przeglądaliśmy te rzeczy, przetrząsaliśmy kieszenie i rzeczy każdego więźnia osobno wiązaliśmy sznurki i oznaczaliśmy numerami, które ci więźniowie już przedtem otrzymali! Rzeczy wartościowe jak np. pierścionki, zegarki i inne kosztowności sortowaliśmy osobno. Te rzeczy szły do Geldverwaltung [Zarząd kosztownościami] […]. Następnie te związane i posortowane rzeczy nosiliśmy do komory gazowej, do dezynfekcji. […] Po dezynfekcji rzeczy przenosiło się do Effektenkammer i tam je rozwiązywaliśmy i segregowaliśmy. Dla rzeczy każdego więźnia zakładało się osobną kartotekę. […] Potem znowu związane rzeczy i oznaczone numerem danego więźnia układaliśmy w magazynach. […] Początkowo rzeczy poszczególnego więźnia wieszano na wieszak i okrywano je papierowym workiem. W magazynie pierwszego baraku Effektenkammer wszystkie rzeczy były wieszane na wieszakach, kolejno według numerów w rzędach. W magazynach drugiego baraku Effektenkammer był tylko jeden rząd zawieszonych kolejno według numerów na wieszak rzeczy więźniów. Reszta leżała związana sznurkiem w osobne paczki na podłodze, też poukładana według numerów, tak żeby łatwo było rzeczy odnaleźć.

Co tydzień dostawaliśmy spis zmarłych więźniów razem z adresami ich rodzin i na te adresy wysyłaliśmy ich rzeczy pozostawione w depozycie w Effektenkammer. […] Ubrań po Żydach nie wpisywało się do kartotek. Nie były one numerowane. […]

Ogólnie Effektankammer spełniała rolę magazynu, gdzie składowano w depozycie rzeczy więźniów przebywających w Stutthofie. […]

Widok na zniszczony Obóz Żydówki, gdzie znajdowały się baraki Effektenkammer – po 1945 r.W pierwszym baraku Effektenkammer był duży magazyn rzeczy po więźniach. Był też mniejszy magazyn rzeczy bardziej wartościowych. Składano tam np. skórę, dobre obuwie, paski, rzemyki, scyzoryki i inne rzeczy. Tam raczej wstępu nie mieliśmy, a jeżeli, to tylko na chwilę. […] W drugim baraku Effektenkammer też był duży magazyn rzeczy po więźniach, magazyn rzeczy bardziej wartościowych i pomieszczenie, gdzie segregowaliśmy przyjmowane rzeczy. [… Przy końcu istnienia obozu z tych dwóch baraków Effektenkammer wywoziliśmy rzeczy na barki przy cegielni. Najpierw wywoziliśmy te wszystkie rzeczy opakowane w papierowe worki. Gdzie te barki z tymi rzeczami dojechały, nie mam pojęcia. Myśmy dostali taki budynek, w którym miała być poczta obozowa przy drodze, która od strony wsi prowadziła do obozu. To był biały budynek z prefabrykatów. Tego budynku nie ma teraz śladu. Za tym budynkiem ciągnął się Holtzplatz [plac drzewny], królikarnia. Resztę rzeczy, które zostały, przenosiliśmy właśnie do tej niby poczty. Nie wiem dlaczego to wywoziliśmy. Może dlatego, że Effektenkammer stała blisko baraków żydowskich. Zależało im na tym, żeby te rzeczy nie spaliły się. Jeszcze z tego budynku wysyłaliśmy rzeczy na wagoniki i potem na barki. Tak, że tam już nic nie zostało… […] Było to w tym czasie, jak tylko pierwsza grupa poszła na ewakuację [25. I. 1945 r.]. Ośmiu nas nocowało wtedy w Geldverwaltung. Były gotowe dwa samochody i myśmy na dany znak przez SS-manów mieli na samochody załadować skrzynie. Skrzynie były już zabite. Wiedzieliśmy, że w nich były różne kosztowności: pierścionki, zegarki. Były to tak ciężkie skrzynie, że ledwo poradziliśmy podnieść jedną w 8 osób. Tych skrzyni było wtedy chyba cztery. Załadowaliśmy je i oni w nocy wyjechali z tymi skrzyniami, ale nad ranem wrócili z powrotem ze skrzyniami. Drugi raz załadowaliśmy, ale czy wrócili czy nie, tego nie wiem. Te kosztowności były własnością więźniów. Były one odnotowane w kartotekach więźniów. Kosztowności z likwidacji Żydów, Rosjan i innych, już dawno poszły do Berlina, albo zostały rozdzielone między SS-manów.

Przyczepione do papierowych worków tabliczki przy pakowaniu depozytów do skrzyń były usuwane lub same odpadały. Metalowe tabliczki z numerami więźniów można odnaleźć również na trasie Marszu Śmierci, gdyż niektórzy więźniowie, mając dostęp do magazynów, wyruszając na trasę ewakuacji pobierali z nich cieplejsze rzeczy, czasami był to depozyt po zmarłych w obozie więźniach.

(dd)
(opracowano na podstawie relacji Bronisława Tuszkowskiego, maszynopis w Archiwum Muzeum Stutthof)
Karta depozytowa więźnia Joachima Marzejewskiego z adnotacją o wysłaniu do rodziny depozytu po jego śmierciKarta depozytowa Agustyna Paulou z adnotacją o wysłaniu depozytu i jego odesłaniu do KL Stutthof